Łukasz Piszczek nowym trenerem LKS-u Goczałkowice-Zdrój.


Po nieudanej przygodzie w GKS-ie Tychy Łukasz Piszczek wraca do rodzinnej miejscowości, gdzie spróbuje odbudować swoją pozycję w roli trenera.

30 czerwca 2026 Łukasz Piszczek nowym trenerem LKS-u Goczałkowice-Zdrój.

Łukasz Piszczek został nowym trenerem LKS-u Goczałkowice-Zdrój. 41-latek wraca do klubu ze swojej rodzinnej miejscowości po mocno nieudanej przygodzie w GKS-ie Tychy. Obecnie LKS rywalizuje w Betclic 3. Lidze, co może sprawiać wrażenie sporego kroku wstecz w trenerskiej karierze Piszczka. Czy praca w Goczałkowicach pozwoli odbudować mu swoją pozycję w piłce?


Udostępnij na Udostępnij na

Powrót do rodzinnej miejscowości

Powrót Łukasza Piszczka do Goczałkowic można odbierać na różne sposoby. Sam szkoleniowiec z pewnością jest zadowolony z takiego rozwiązania, a na tym etapie kariery to może być dla niego kluczowe. Po nieudanej pierwszej przygodzie w roli trenera musi odbudować swoją pozycję. Trudno o lepsze miejsce niż klub z rodzinnej miejscowości, gdzie doskonale zna otoczenie i będzie pracował pod zdecydowanie mniejszą presją. Jeśli LKS za jego rządów nie zacznie regularnie zawodzić, Piszczek powinien mieć komfort spokojnej pracy.

Z drugiej strony trudno nie zwrócić uwagi na to, jak mocno wyhamowała jego kariera trenerska. Na początku sezonu 2024/25 był asystentem pierwszego trenera Borussii Dortmund, a jego zespół rywalizował w Lidze Mistrzów. Po zwolnieniu Nuriego Sahina również opuścił klub i wydawało się, że szybko znajdzie kolejne miejsce na wysokim poziomie. W listopadzie 2025 roku objął GKS Tychy, jednak tej przygody nie może zaliczyć do udanych. Teraz ponownie wraca do Goczałkowic, tym razem jako pierwszy trener. To pokazuje, jak duży krok wstecz zrobiła jego trenerska kariera. Mimo to wielu kibiców nadal wierzy w jego warsztat i liczy, że zdoła odbudować swoją markę.

Przed Piszczkiem stoi jednak wymagające zadanie. Betclic 3. Liga to bardzo specyficzne rozgrywki i mimo że są czwartym poziomem rozgrywkowym w Polsce, nie brakuje w nich jakościowych zespołów. LKS należy do solidnych drużyn, ale wciąż sporo brakuje mu do walki o awans. Poprzedni sezon zakończył na 6. miejscu, tracąc do liderującej Lechii Zielona Góra blisko 20 punktów. W klubie z pewnością liczą, że Piszczek wniesie zespół na wyższy poziom, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Tym bardziej że jego praca w GKS-ie Tychy zakończyła się dużym rozczarowaniem.

 

Łukasz Piszczek w Tychach nie zapisał się najlepiej

Przygodę Łukasza Piszczka w GKS-ie Tychy można podsumować słynną okładką „Faktu” z hasłem „Wstyd i kompromitacja”. Już od początku ten projekt wydawał się bardzo ryzykowny dla obu stron. GKS liczył, że za medialnością zatrudnienia byłego reprezentanta Polski pójdą również wyniki, których w tamtym momencie bardzo brakowało. Sam Piszczek także podejmował spore ryzyko, ponieważ ewentualne niepowodzenie mogło negatywnie odbić się na jego wizerunku jako trenera. Ostatecznie ten scenariusz się sprawdził. Zarówno klub, jak i szkoleniowiec sporo na tej współpracy stracili. Sam początek nie należał już do udanych, jednak wielu kibiców wiązało nadzieje z rundą wiosenną, która miała przynieść zmiany w tyskim zespole.

Zimowe okno transferowe GKS-u rzeczywiście mogło robić dobre wrażenie. Łukasz Piszczek miał duży wpływ na dobór zawodników, którzy trafili do klubu. Mimo to runda wiosenna okazała się być jeszcze gorsza od jesieni. Zdobycie zaledwie jednego punktu w sześciu meczach ligowych praktycznie przekreśliło szanse GKS-u na utrzymanie. Porażki z Górnikiem Łęczna i Stalą Mielec sprawiły, że widmo spadku stało się bardzo realne. Tuż przed meczem ze Śląskiem Wrocław Łukasz Piszczek podał się do dymisji, kończąc swoją przygodę z tyskim klubem. Ostatecznie GKS zakończył sezon na 18. miejscu i spadł do Betclic 2. Ligi.

Dla Piszczka była to wyjątkowo bolesna lekcja trenerskiego fachu. Bilans ośmiu spotkań bez zwycięstwa, w tym aż sześciu porażek, trudno ocenić inaczej niż jako duże rozczarowanie. Były reprezentant Polski przekonał się, że sam pomysł na grę i autorytet wyniesiony z boiska nie zawsze wystarczają, aby osiągać wyniki. Praca w Tychach pokazała, że przed nim wciąż sporo nauki, jeśli chce w przyszłości prowadzić zespoły na wyższym poziomie.

Trener Piszczek zbyt mocno zaufał swoim asystentom?

Łukasz Piszczek nie jest mocno związany z polskim systemem szkolenia trenerów. Legenda polskiej piłki przez większość swojej kariery funkcjonowała w niemieckim środowisku i było to widać również podczas pracy w GKS-ie Tychy. W Niemczech dużą rolę odgrywają asystenci, a sam Piszczek pełnił przecież taką funkcję w sztabie Nuriego Sahina w Borussii Dortmund. Z tamtego okresu zbierał wiele pozytywnych opinii, a piłkarze BVB wielokrotnie podkreślali, że wysoko oceniali jego pracę na treningach. W Tychach również chciał oprzeć swoją pracę na współpracownikach. Głównymi asystentami Piszczka byli Przemysław Gomułka oraz Robert Góralczyk.

O ile Robert Góralczyk pełnił rolę klasycznego asystenta, o tyle Przemysław Gomułka miał znacznie większy wpływ na codzienną pracę sztabu. Według medialnych informacji to właśnie on często prowadził treningi pierwszego zespołu i odpowiadał za przygotowanie wielu rozwiązań taktycznych. Efekty na boisku pozostawiały jednak sporo do życzenia, choć Piszczek miał wciąż darzył swojego współpracownika dużym zaufaniem. Ostatecznie ten model pracy nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i po zakończeniu pracy w GKS‑ie ich drogi się rozeszły. Asystenci odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu sztabu, ale to pierwszy trener odpowiada za ostateczne decyzje. Praca w Goczałkowicach może dać Piszczkowi czas na dopracowanie własnego modelu i wyciągnięcie wniosków z poprzednich doświadczeń. W Tychach jego projekt się nie sprawdził, lecz teraz otrzymuje kolejną szansę, by udowodnić swoją wartość.

Łukasz Sobala / PressFocus

Długi projekt w Goczałkowicach czy chwila na rozwój?

Przed Łukaszem Piszczkiem w Goczałkowicach rysują się dwa możliwe scenariusze. Pierwszy zakłada długofalowy projekt i budowę LKS-u według własnej wizji. Klub dysponuje obiecującą infrastrukturą, która daje podstawy do myślenia o grze na wyższym poziomie rozgrywkowym. Sama kadra wymaga jednak kilku wzmocnień, a jeśli w Goczałkowicach naprawdę myślą o awansie, wyniki muszą pojawić się stosunkowo szybko. Piszczek z pewnością może również liczyć na duże wsparcie ze strony klubu, gdzie cieszy się ogromnym szacunkiem. Można się spodziewać, że wraz z jego przyjściem zespół przejdzie pewne zmiany, a do klubu będą trafiali zawodnicy lepiej pasujący do jego sposobu gry. Nie będzie to historia na miarę Marka Papszuna i Rakowa Częstochowa, jednak wywalczenie awansu na szczebel centralny byłoby bardzo wartościowym punktem w jego trenerskim CV.

Drugim scenariuszem jest potraktowanie pracy w LKS-ie jako etapu przejściowego i powrót na wyższy poziom po uspokojeniu emocji wokół swojej osoby. Mimo nieudanej przygody w GKS-ie Tychy Piszczek nadal pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w polskiej piłce. Przy odpowiedniej organizacji pracy i wyciągnięciu wniosków z poprzednich doświadczeń wciąż ma potencjał, by odnieść sukces jako trener. Niewykluczone, że prędzej czy później któryś z klubów z Betclic 1. Ligi lub wyższego poziomu zdecyduje się dać mu kolejną szansę. Goczałkowice mogą więc okazać się miejscem, w którym odbuduje swoją pozycję i spokojnie poczeka na kolejną atrakcyjną ofertę.

Na ten moment powrót do pracy wydaje się dla Piszczka najlepszym możliwym rozwiązaniem. Dodatkowym atutem jest fakt, że ponownie będzie pracował w klubie ze swojej rodzinnej miejscowości. Nadal jest młodym trenerem i wciąż ma przed sobą wiele lat pracy w tym zawodzie. Potrzebuje przede wszystkim czasu oraz wyników, które pozwolą mu odbudować swoją markę. W LKS-ie będzie miał ku temu odpowiednie warunki, a jeśli wykorzysta tę szansę, powrót na wyższy poziom rozgrywkowy pozostanie jak najbardziej realnym scenariuszem.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze